Poznawanie “Chopin Chopin Chopin” Profesjonalizmu zacząłem od końca, więc relacja z ich koncertu w Teatrze Andersena i recenzja albumu mają odwróconą strzałkę czasu.
“Ach, więc tak to brzmi na nagraniu”, myślę sobie, odsłuchując “Chopin, Chopin, Chopin” z zakupionej po koncercie płyty (dzięki, Olga!). Fajnie brzmi, staroświecko, jakbym wcale nie AKG miał na uszach, tylko zdezelowane Unitry. Zakładając, oczywiście, że dałoby się je jakoś do mojej łepetyny przymocować.
Muzycy grupy po raz kolejny kłaniają się oklaskującej ich publiczności. Bisu nie będzie, bo zaraz grają Kwadratowi, no a poza tym – nie ma już za bardzo na czym grać. O czym za chwilę, czyli przed chwilą.
Kilka minut wcześniej niemal w drobny mak idzie perkusja młócona bezlitośnie przez Rogiewicza, a razem z nią sypie się melodia i rytm “Poloneza”. W zestawie spada ride, hi-hat dawno poległ, a tom-tom zaraz ogłosi kapitulację. W tym samym czasie w kompozycji żrą się dwa kontrastujące fragmenty. Ten, powiedzmy, patetyczno-Chopinowski z czasem przemienia się w szalony, nowoorleański jam z rasowo świdrującym klarnetem. Z kolei z tego, powiedzmy, frywolnie rockandrollowego zostają strzępy. Dwukrotnie powtórzony pięciodźwiękowy motyw pod koniec numeru poznać można już tylko po partii fortepianu, która i tak przykryta jest tłuczeniem w bębny i freejazzowymi wycieczkami dęciaków. Nie wiadomo kto wygrał, kogo to obchodzi, na scenie nikt oprócz perkusisty nie siedzi, fajerwerki, le grande finale, słowem.
W trzech czwartych wieczoru już rozumiem, dlaczego niektórzy Maseckiego nie lubią. “Ballada” grana jest krzywo, w poprzek i na przekór. “Tak się nie gra, łobuzy”, słyszę prawie jakiegoś fana ECM-u krzyczącego z oburzeniem. Ale jednocześnie jest brzydka fascynującą brzydotą, tak jak fascynujący i brzydki jest deszczowy listopad, czy Steve Buscemi. Bo przecież w kontrapunkcie do ujadającej sekcji dętej mamy cudowne ostinato pianina lidera grupy. Hipnotyzujące. A tak przy okazji: czy tylko mi się wydaje, czy Masecki ma Theloniousa Monka we krwi?
Jest środek koncertu i Profesjonalizm testuje naszą cierpliwość “Abersoldem”. Przypominam: jest piątek wieczorem, my tu po całym tygodniu roboty, człowiek zmęczony, senny, a ci: szuranie po werblu i kontrabas, któremu zamiast strun Piotr Domagalski założył flaki. Z olejem. Jednak w kontekście tego, co dzieje się później (a raczej wcześniej, z punktu widzenia tego tekstu) takie spowolnienie akcji ma sens – dramatyczna końcówka po czymś takim wydaje się jeszcze bardziej dramatyczna. (Notka z przyszłości: dlatego tak ważne jest, by nagranie przesłuchiwać w całości i bez zmiany w kolejności utworów)
Na albumie marszowe tremolo na werblach w “Drugim” trwa dużo krócej i jest mniej efektowne, o czym jeszcze nie wiem. Że Rogiewicz to zdolny kocur – to już wiem. Że blisko mu mentalnie do szalonej żonglerki akcentami i tempami uprawianej tak chętnie przez Chrisa “Daddy” Dave’a - tego mogę się tylko domyślać.
“Drugi”. Perfekcyjne wejścia na raz, stop-and-go, radykalne zmiany rytmu, nastroju i tempa. Ktoś mnie tu robi w King Crimson albo w The Art Ensemble of Chicago? (Notka z przyszłości: tyle że bez yntelektualnych naleciałości tych pierwszych)
Masecki et consortes wchodzą na scenę. Kilka pierwszych myśli: “Masecki tak nonszalancko siada przy klawiaturze (noga na nogę itd), że nie dziwota, iż nie wszyscy traktują go serio”; “Chcę taką koszulkę, jaką ma pałker”; “Nie chcę takich spodni, jakie ma pianista”.
Za chwilę mamy wejść na koncert, a tu Andersenie pustki, wiatr hula, uschnięta bylica trójzębowa przetacza się smutno w tę i z powrotem. “Może przyszliśmy za wcześnie?”, pyta żona. Nie przyszliśmy, to na muzykę Profesjonalizmu jest w Lublinie chyba za wcześnie.
Koncert Profesjonalizm, 9 września 2011, Teatr Andersena, Lublin
Profesjonalizm, “Chopin Chopin Chopin”, Lado ABC, 2011
Ocena: osiem na dziesięć


13 Wrzesień 2011 @ 14:05
Podoba Ci się Moby?
Wróciłem wcześniej do Ww, ale chyba sobie nogę złamałem, więc na razie nie mam siły czytać.
16 Wrzesień 2011 @ 18:13
Mi się podoba.
Zarówno tekst jak i Profesjonalizm.
Tylko jak tak sobie czytam to chyba trochę boję się wersji studyjnej.
Koncert to jednak koncert.
Strzał! Konkret! Teraz i tu ..i nigdy więcej!
Plus wszelkie konteksty.
Odwykłem trochę od słuchania płyt ..i póki nie narzekam:)
Jakoś męczy mnie powtarzalność.
Na szczęście Wwa koncertowo aż kipi i o Maseckiego w różnych konfiguracjach nietrudno (np. w niedzielę w Zachęcie będzie grał koncert inspirowany muzyką warszawskich akordeonistów tramwajowych).
Z Lublina w sumie nie tak daleko ..więc wpaść można
Pozdrawiam
19 Wrzesień 2011 @ 15:51
“Strzał! Konkret! Teraz i tu ..i nigdy więcej!”
Tyle walor, co wada., bo z drugiej strony: nie ma czasu posmakować harmonii, wyłapać wszystkich nawiązań, cytatów, drobnych detali.
A płyta Profesjonalizmu ma tę zaletę, że bardzo oryginalnie, staroświecko brzmi.
14 Wrzesień 2011 @ 06:43
Lubię miejscami.
Czytaj oczami – wygodniej.
Zdrowia dużo życzę.
15 Wrzesień 2011 @ 10:59
http://www.threadless.com
choć oczywiście lepiej jest to znaleźć w Humanie na Żelaznej
15 Wrzesień 2011 @ 11:30
@ igor wiecz
Fajne, choć kocurów nie znalazłem. Ptaszki za to ładne, może kupię.
19 Wrzesień 2011 @ 22:42
a,
jak kocury to
http://www.arton.jp/works.html
20 Wrzesień 2011 @ 06:59
@ igor
Wielkie dzięki!
13 Grudzień 2011 @ 15:17
[...] Profesjonalizm, „Chopin, Chopin, Chopin” (pomarańczowy) Lado ABC Proszę Państwa, proszę zauważyć, że nie dzielę w tym zestawie płyta na „nasze” i „ich”, co z miejsca świadczy o moim podziwie dla najnowszego projektu Maseckiego. Proszę też zauważyć, że płyta opisana jest kolorem pomarańczowym, uwzględniającym innowacyjność, co Mozę oznaczać z kolei, iż mam specyficzne podejście do tego terminu. Proszę też w końcu zauważyć, proszę Państwa, że Masecki to naprawdę, pieprzony geniusz. Więcej o albumie pisałem TUTAJ. [...]