
Dyskutowanie z internautami na stronie gazety, do której piszę to z reguły marnotrawstwo czasu. Zdarzają się jednak miłe wyjątki, kiedy nikt nie zwyzywa cię od żydowskich sługusów, nie zagrozi “pokrojeniem mordy żyletkami” i nie zarzuci uprawiania nekrofilii (przykłady prawdziwe).
22 maja, 2011, fragment mojej relacji z festiwalu Kody 2011
“Zdarzały się na Kodach cztery rodzaje koncertów: bardzo dobre, choć trudne w odbiorze, bardzo dobre i całkiem przystępne oraz złe. Właściwie tylko jeden, duet Ch.Sehnaoui/M. Mayas można było zaliczyć do tej ostatniej kategorii (bo to wyprane z emocji, nienowatorskie i samozaspokajające granie).”
Wrocławianin, (212.182.36.9) 23.05.11, 11:54:
“Pełnia brzmienia, umiejętności improwizacyjne wykonawczyń (udany dialog obu instrumentów), a także wstrzemięźliwość wykonawcza i doskonałe panowanie nad dźwiękiem decydują o tym, że koncert duetu Ch.Sehnaoui/M. Mayas był jednym z lepszych koncertów festiwalu KODY. Zarzuty – “… (bo to wyprane z emocji, nienowatorskie i samozaspokajające granie)…” wydają się być niesprawiedliwe, bo prawdopodobnie oparte na braku wprawnego wglądu w tego typu dźwiękowość. “
pfranczak (212.182.103.93) 23.05.11, 12:09:
Cóż, mamy różne opinie – zdarza się. Nawet dość często:)
Gdyby AMM, John Cage i cały Fluxus nigdy się nie zdarzyły, mielibyśmy tam przynajmniej walor odkrywczości. Ale zdarzyły się, więc przynajmniej w jednym przypadku uważam, że nie ma Pan racji.
“wstrzemięźliwość wykonawcza i doskonałe panowanie nad dźwiękiem”
To drugie to żadne halo, raczej norma dla zawodowych muzyków, a to pierwsze można rozumieć też jako zarzut.
“wydają się być niesprawiedliwe, bo prawdopodobnie oparte na braku wprawnego wglądu w tego typu dźwiękowość“
Dobrze obydwaj wiemy, że to inaczej napisane: “bo ty się nie znasz!”:))
Pozdrawiam Pana”
wroclawianin (109.243.150.72) 25.05.11, 01:55:
“Szanowny Panie Franczak
Dziękuję za odpowiedź.
Wracając do Pańskiej oceny “spornego” koncertu.
1. Kryterium nowatorstwa
Trudno mówić o nowatorstwie, odkrywczości (m.in. odkrywczości koncertu) w sensie bezwzględnym.
Lepiej skupiać się na odkrywczości względnej (zależnie od określonej cechy np: oryginalnego brzmienia, doboru instrumentów itp., a także na to, kto tę odkrywczość ocenia – coś jest oryginalne pod pewnym względem dla kogoś -melomana, człowieka “z ulicy” itd.-…).
Bezwzględna odkrywczość (w mojej opinii) nie była udziałem żadnego koncertu Festiwalu – zawsze coś wtórnego udałoby się znaleźć w każdym wykonaniu.
Względnie odkrywczy (choćby na poziomie oryginalnego brzmienia saksofonu) był w moim odczuciu “sporny” koncert.
W czym koncert z udziałem L. Możdżera przewyższał wspomniany występ, co było w nim bardziej odkrywcze?
A artyści wykonujący Pansori?
2. Wyzucie z emocji
Zdaje się, że chodzi Panu o emocje odbiorcy, widza. Ta kwestia jest wybitnie subiektywna.
3. Samozaspakajanie
W tym punkcie muszę “złożyć broń”:), bo serio nie rozumiem, co Pan miał na myśli. Proszę, jeśli można, o doprecyzowanie.
Na tych trzech punktach oparła się Pańska – wybitnie negatywna ocena “spornego” koncertu
Zarzut “braku wprawnego wglądu” (nie mający na celu powiedzenia “nie zna się Pan”) jaki pod Pańskim adresem wystosowałem wynikał z tego, iż Pańska bardzo zła ocena (w mojej opinii dobrego) koncertu oparta była raczej na “miękkich” (emocje, potocznie rozumiane nowatorstwo) przesłankach zawartych w tekście artykułu, co sugeruje brak zastosowania narzędzi służących merytorycznej ocenie tego typu utworów muzycznych (analiza brzmienia – nie tylko jego oryginalności, umiejętności improwizacyjnych itp. – o tym da się przynajmniej podyskutować:)), a co jest istotnym elementem każdej oceny dzieła muzycznego.
–Wracając do Pańskich uwag do mojej opinii–
–”wstrzemięźliwość wykonawczą” – rozumiem jako brak niepotrzebnych, przypadkowych dźwięków wprowadzających niezamierzony chaos – to raczej zaleta niż wada w improwizacji.
–panowanie nad dźwiękiem może być lepsze bądź gorsze, w tym przypadku chodziło o ponadprzeciętne panowanie nad dźwiękiem.
Pozdrawiam”
pfranczak 26.05.11, 12:43:
“Ja również dziękuję za nawiązanie ciekawej dyskusji.
“3. Samozaspakajanie
“W tym punkcie muszę “złożyć broń”:), bo serio nie rozumiem, co Pan miał na myśli. Proszę, jeśli można, o doprecyzowanie.”
Cóż, jest to pikantna, żeby nie powiedzieć sprośna metafora dotycząca masturbacji. W tym wypadku było to onanizowanie się własną muzyką. Już wyjaśniam, o co chodzi: prof. Robert Greenberg, kompozytor i znakomity teoretyk muzyki opowiadał pewną historię: jeden z jego studentów przyszedł doń podekscytowany, twierdząc, że właśnie napisał 40-minutowy utwór na obój solo. “Ale po co?”, spytał Greenberg. “Co Pan chciał przekazać?”. “Jak to, panie profesorze, to, że odkryłem niezwykłe możliwości oboju, że on może brzmieć tak różnie”. “I te 40 minut tylko dla Pana satysfakcji z tego odkrycia? Słuchacz może nie być tak podekscytowany…”. Właśnie to nazywam masturbacją muzyką – zaspokajanie ego artysty i to, w moim odczuciu, oglądałem na scenie.
1. Kryterium nowatorstwa
“W czym koncert z udziałem L. Możdżera przewyższał wspomniany występ, co było w nim bardziej odkrywcze?
“A artyści wykonujący Pansori?”
IMHO cała współczesna krytyka polegać musi na relatywizmie. Relatywizmie doboru kryteriów. Zgadzam się: błędem byłoby dyskredytowanie artystów pansori ze względu na wartość nowości, bo to sztuka tradycyjna. Możdżera, Bittovą i Kochana już można, i tu tez się zgadzamy – nie było to nijak nowatorskie. Za to spełniało inne wymogi: przystępności, melodyjności, budowania atmosfery, wirtuozerii.
To też ważne, choć w ogólnym rozliczeniu należy im wstawić minus przy ocenie (pominę wątpliwości, czy sceniczne zachowanie nie było przypadkiem wyreżyserowane).
“Bezwzględna odkrywczość (w mojej opinii) nie była udziałem żadnego koncertu Festiwalu – zawsze coś wtórnego udałoby się znaleźć w każdym wykonaniu.”
Tu w ogóle możemy dojść do postmodernistycznej ściany, że “wszystko już było”, ale zostawmy te dywagacje na inny czas
“Zarzut “braku wprawnego wglądu” (nie mający na celu powiedzenia “nie zna się Pan”) jaki pod Pańskim adresem wystosowałem wynikał z tego, iż Pańska bardzo zła ocena (w mojej opinii dobrego) koncertu oparta była raczej na “miękkich” (emocje, potocznie rozumiane nowatorstwo) przesłankach zawartych w tekście artykułu”
Rozumiem, nie obrażam się.
Generalnie kieruję się często “twardymi”, muzykologicznymi przesłankami, ale zauważyłem, że popełniam błąd, dezawuując czynniki emocjonalne. Nie, żebym zgadzał się z pojmowaniem jej jako wyłącznie emocje, jednak, mimo wszystko, to one nami, nie my nimi kierują, prawda?
” co sugeruje brak zastosowania narzędzi służących merytorycznej ocenie tego typu utworów muzycznych (analiza brzmienia – nie tylko jego oryginalności, umiejętności improwizacyjnych itp. – o tym da się przynajmniej podyskutować:)), a co jest istotnym elementem każdej oceny dzieła muzycznego.”
No proszę, znów pełna zgoda – ja także uważam emocjonalność głównie za pochodną struktury utworu, która działa tak, a nie inaczej na mózg.
Z tym jednak, że nie miałem tu po prostu miejsca na taką analizę, a poza tym: czy lokalna gazeta na pewno jest dobrym miejscem na takie rzeczy? Moim zdaniem: nie, blisko tu do nudziarstwa à la “Muzyka 21″
……………………………………………………………………………………………………………………………….
Niestety, miłą atmosferę zepsuły mi statystyki mojego blogu. Dowiedziałem się dziś, że wśród często wpisywanych haseł, przez które czytelnicy odwiedzają to miejsce są: “wiersze gejowskie”, “gołe dupy” i “kydryński pedofil”, a także: “etykiety informacyjne pralki”.
I to ostatnie mnie obraża.






